19 grudnia 2025

Historia rzeczywistej zmiany w Jastrzębiu-Zdroju

znaki drogowe

Petycja to jedno z najskuteczniejszych narzędzi obywatelskiego wpływu na rzeczywistość. Nie wymaga specjalistycznej wiedzy prawniczej, a efekty mogą przewyższyć oczekiwania. Dziś pokażę, jak konstruować petycję, która przynosi realne rezultaty - na przykładzie mojej interwencji w sprawie drogi dojazdowej do Parku Zdrojowego w Jastrzębiu-Zdroju.

O co właściwie chodzi?

Droga wewnętrzna przy Placu Reprezentacyjnym w Jastrzębiu-Zdroju była miejscem, które każdego dnia generowało realne zagrożenie. Mimo oznakowania znakiem B-1 "Zakaz ruchu" z wyjątkami tylko dla zaopatrzenia, służb miejskich i rowerów, kierowcy traktowali ją jak wygodny skrót. Problem nie polegał tylko na ignorowaniu zakazu, ponieważ znaczna część z nich jechała z nieakceptowalną prędkością.

To przestrzeń, gdzie codziennie bawią się dzieci, gdzie rodzice spacerują z wózkami, gdzie ludzie przychodzą odpocząć w parku. Wystarczyła chwila nieuwagi dziecka wybiegającego za piłką, by doszło do tragedii. Nie chodziło o hipotetyczne zagrożenie - to była kwestia czasu, kiedy coś się stanie.

Zauważyłem ten problem podczas wizyt w parku. Jako instruktor nauki jazdy szczególnie zwracam uwagę na miejsca, gdzie infrastruktura drogowa nie spełnia swojej funkcji.

Petycja zamiast narzekania

Wiele osób widzi problemy w swoim otoczeniu, ale kończy na narzekaniu w gronie znajomych. Ja postanowiłem wykorzystać narzędzie, które przysługuje każdemu obywatelowi - petycję. To nie skomplikowany dokument wymagający pomocy prawnika. To po prostu uporządkowane przedstawienie problemu wraz z propozycjami rozwiązań, skierowane do odpowiedniego urzędu.

Moja petycja miała dwa i pół strony. Zacząłem od precyzyjnego opisania sytuacji. Wskazałem konkretną lokalizację - działkę ewidencyjną nr 968/14, bezpośrednio przylegającą do Placu Reprezentacyjnego. Opisałem, że istniejące oznakowanie jest nagminnie ignorowane, a droga służy jako skrót i dogodny dojazd do okolicznych zabudowań. Podkreśliłem, że kierowcy dopuszczają się niedopuszczalnej prędkości, całkowicie ignorując fakt, że to przestrzeń intensywnie użytkowana przez dzieci.

Nie pisałem emocjonalnie "dzieci są zagrożone". Pokazałem, że Plac Reprezentacyjny wraz z przyległym parkiem to kluczowa przestrzeń publiczna o szczególnym znaczeniu dla społeczności lokalnej. Że dzieci mają prawo do bezpiecznej zabawy w tym miejscu. Że obecna anarchia komunikacyjna stanowi bezpośrednie i permanentne zagrożenie dla ich zdrowia, a nawet życia.

Konkretne rozwiązania, nie ogólniki

Najważniejszą częścią petycji były jednak propozycje rozwiązań. Nie ograniczyłem się do stwierdzenia "proszę coś z tym zrobić". Zaproponowałem dwa konkretne, wykonalne rozwiązania.

Po pierwsze, wnosiłem o ustanowienie strefy zamieszkania. Wyjaśniłem, że wprowadzenie tego znaku prawnie zobowiąże kierujących do bezwzględnego przestrzegania przepisów, w tym do ograniczenia prędkości do 20 km/h oraz ustąpienia pierwszeństwa pieszym.

Po drugie, wnosiłem o instalację fizycznych urządzeń spowalniających ruch - dwóch progów zwalniających. I tu nie poprzestałem na ogólnym wniosku. Precyzyjnie wskazałem, gdzie te progi powinny się znaleźć. Pierwszy - na wysokości pierwszego potencjalnego punktu przecięcia się ruchu pojazdów z ciągami pieszych. Drugi - na wysokości połączenia Placu Reprezentacyjnego z częścią parkową, jako fizyczne zabezpieczenie obszaru intensywnie użytkowanego przez dzieci i ich opiekunów.

Każde z tych rozwiązań miało jasne uzasadnienie. Nie rzucałem postulatami na chybił trafił, tylko pokazywałem, dlaczego akurat te środki będą skuteczne w tej konkretnej sytuacji.

Ton ma znaczenie

Petycja była stanowcza, ale szanująca odbiorcę. Nie atakowałem urzędników za bezczynność. Nie sugerowałem złej woli czy zaniedbań. Prezentowałem problem jako wspólne wyzwanie, które wymaga podjęcia działań w trosce o bezpieczeństwo mieszkańców. Kończyłem wyrazami szacunku i przekonaniem, że zaproponowane zmiany przyczynią się do poprawy komfortu i bezpieczeństwa wszystkich użytkowników tej części miasta.

Taki ton jest ważny. Urzędnicy to ludzie, którzy na co dzień borykają się z dziesiątkami spraw. Agresywna krytyka raczej zniechęci niż zmotywuje do działania. Konstruktywne podejście, które pokazuje, że zależy nam na wspólnym celu, a nie na pokazaniu palcem winnych, działa znacznie skuteczniej.

Efekt przewyższył oczekiwania

Miasto nie tylko zrealizowało moje postulaty - poszło o krok dalej. Zainstalowano dwa progi zwalniające dokładnie tam, gdzie proponowałem. Wprowadzono strefę zamieszkania ze znakami D-40 i D-41, co oznacza obowiązujący limit prędkości 20 km/h i pierwszeństwo pieszych na całej szerokości drogi. Co istotne, progi zostały zaprojektowane w sposób przyjazny wszystkim użytkownikom - z wolnymi pasami o szerokości około 120 cm po obu stronach, umożliwiającymi swobodny przejazd rowerzystom, osobom z wózkami dziecięcymi, a także na wózkach inwalidzkich.

Dodatkowo, czego nawet nie zakładałem w petycji, umożliwiono osobny wjazd do posesji w rejonie objętym zmianami. To jeszcze bardziej uporządkowało ruch i zwiększyło bezpieczeństwo. Całość prac, łącznie z montażem progów, ustawieniem oznakowania i pracami towarzyszącymi, kosztowała 3 250 złotych. To niewiele jak na efekt, który przyniosła inwestycja.

Od momentu wprowadzenia zmian problem praktycznie przestał istnieć. Kierowcy zdecydowanie zwolnili, bo fizycznie trudno jest teraz jechać szybko. Progi skutecznie wymuszają ograniczenie prędkości, a oznakowanie strefy zamieszkania jasno komunikuje, że to przestrzeń, gdzie pierwszeństwo mają piesi. Dzieci mogą bezpiecznie bawić się w parku, a rodzice nie muszą się już obawiać, że jakiś kierowca przejedzie z nadmierną prędkością.

Co sprawiło, że to zadziałało?

Analizując tę sprawę, widzę kilka elementów, które zadecydowały o sukcesie. Po pierwsze, dokładnie zidentyfikowałem problem i jego skalę. Nie napisałem "czasami ktoś jedzie za szybko". Opisałem systematyczne naruszanie przepisów, które generuje realne zagrożenie dla konkretnej grupy.

Po drugie, zaproponowałem rozwiązania, które były wykonalne i niezbyt kosztowne. Nie żądałem przebudowy całej drogi czy budowy podziemnego przejścia dla pieszych. Wskazałem na stosunkowo proste środki, które jak pokazała praktyka - kosztowały kilka tysięcy złotych, a skutecznie rozwiązały problem.

Po trzecie, uargumentowałem swoje postulaty. Każde rozwiązanie miało uzasadnienie, dlaczego akurat ono jest potrzebne w tym konkretnym miejscu. Urzędnicy czytający petycję mogli od razu zrozumieć logikę moich propozycji.

Po czwarte, zachowałem konstruktywny ton. Nie atakowałem, nie krytykowałem, nie szukałem winnych. Zaprezentowałem sprawę jako wspólne wyzwanie, które wymaga wspólnego działania.

Twoja kolej

Ta historia pokazuje, że zwykły obywatel może realnie zmienić rzeczywistość wokół siebie. Nie trzeba być prawnikiem, ekspertem od ruchu drogowego czy zawodowym aktywistą. Wystarczy zauważyć problem, dokładnie go opisać i zaproponować rozwiązania.

Jeśli widzisz niebezpieczne miejsce w swojej okolicy, np. pęknięty chodnik, niebezpieczne skrzyżowanie, brak oznakowania, przejście dla pieszych w złym miejscu - nie czekaj, aż wydarzy się tragedia.

Po zmianie organizacji ruchu, fot. jastrzebie.pl

© 2025 AndrzejInstruktor.pl | Andrzej Łapa

Bezpieczeństwo ruchu drogowego • Aktywność obywatelska

Polityka Prywatności | andrzejlapa@icloud.com